60- lecie Szkoły Podstawowej w Kotomierzu

      • 60- lecie Szkoły im. Stefana Żeromskiego w Kotomierzu


      • KRONIKA SZKOŁY W KOTOMIERZU




        ----------------------------------------------------------------------------------------------------------

        Wystąpienie na 60. rocznicę nowego budynku szkoły oraz 150.rocznicę istnienia szkoły w Kotomierzu

         

        W 1862 roku przez ziemie należące do Ludwika von Klahr (Kotomierz, Trzebień, Pyszczyn) zbudowano linię kolejową Królewiec - Berlin. Jednocześnie powstały budynki stacji kolejowej, mieszkalne dla robotników kolejowych i zawiadowcy stacji - był to zaczątek nowej wsi, nowego Kotomierza. Już od 1819 roku w państwie pruskim nauka dla wszystkich dzieci była obowiązkowa, a okoliczne szkoły np. w Trzebieniu czy Wudzynku były przepełnione, dlatego właściciel ziemi otrzymał nakaz obliczenia liczby dzieci, które ewentualnie mogłyby uczęszczać do szkoły na jego terenie. Okazało się, że jest to 121 dzieci katolickich i 97 ewangelickich - w sumie 218 potencjalnych uczniów - i Ludwik von Klahr został zobowiązany do postawienia dla nich nowej szkoły na swój koszt. W dniu 4 lipca 1875 zaciągnął on kredyt w banku, który spłacał przez 10 lat w półrocznych ratach, zaś ziemię pod budowę przekazał nieodpłatnie, w zamian za co otrzymał patronat nad szkołą. Ten opis tłumaczy nam fakt, dlaczego stara szkoła w Kotomierzu jest tak skromna, bez ozdób, w przeciwieństwie do szkół w Wudzynie, Stronnie czy Dobrczu - tam były one stawiane ze składek ludności, zaś Ludwik von Klahr ograniczył koszty budowy do minimum.

        Budowa trwała rok, bo już w 1876 roku dzieci rozpoczęły naukę w nowym budynku.

        Na parterze były dwie izby lekcyjne, na piętrze dwa mieszkania dla nauczycieli: niemieckiego kierownika szkoły i polskiego nauczyciela. Co ciekawe, mimo twardej germanizacji, prowadzenia lekcji w języku niemieckim, zakazu rozmawiania po polsku - nauczycielem mógł zostać tylko Niemiec, który wykazał się komunikatywną znajomością języka polskiego. Chodziło zapewne o to, żeby rozumiał, o czym rozmawiają dzieci polskie między sobą. Do szkoły uczęszczały dzieci z majątków: Kotomierz, Sienno, Trzebień, Pyszczyn, wszystkie miały równą odległość (około 2 km) oraz oczywiście z budynków kolejowych.

        Lekcje religii były prowadzone oddzielnie: dla ewangelików po niemiecku, dla katolików po polsku, aż do 1901 roku, gdy władze wydały nakaz używania podczas nich języka niemieckiego. Wszyscy pamiętamy o strajku dzieci szkolnych w miejscowości Września pod Poznaniem, gdzie mimo bicia i kary kozy uczniowie polscy odmówili modlitwy po niemiecku. Otóż w naszej szkole także odbył się taki strajk, nieco później, bo dopiero w 1906 roku, gdy dzieci polskie odmówiły chodzenia do szkoły przez kilka tygodni. Strajk został złamany, dzieci zmuszone do używania języka niemieckiego, lecz był to bardzo ważny i silny sygnał dla Polaków i Niemców, że mimo braku państwa od ponad stu lat naród polski jest wierny swojej kulturze i nawet najmłodsze pokolenie, dla których Polska jest tylko abstrakcją, jest gotowe walczyć dla odzyskania swojego kraju.

        Niestety, nie zachowały się dokumenty szkolne z okresu II Rzeczypospolitej. Szkoła na pewno funkcjonowała, o czym wspomina w kronice szkolnej pan Bolesław Grabowicz, który został przeniesiony do niej w 1934 roku jako drugi nauczyciel. W tym czasie liczba dzieci wzrosła dwukrotnie, więc zatrudniono też trzeciego nauczyciela,a rejon szkolny obejmował: Kotomierz - dworzec, majątek i osady, Magdalenka, Pyszczyn, Marcelewo, Karczemka i Zalesie. Odległość najdalszych osad Marcelewa wynosiła przeszło 5 km - podobnie było po wojnie, o czym często wspomina moja teściowa, która miała w klasie ucznia z tej najdalszej osady. Maluch w pierwszej klasie zimą mimo śniegu sięgającego mu do pasa brnął do szkoły pieszo, gdy docierał do szkoły, był cały mokry od potu i śniegu. Teściowa dawała mu inne ubrania, jego odzież wieszała na lince dookoła pieca w klasie. Gdy wszystko wyschło, akurat lekcje się kończyły, uczeń zakładał swoje ubrania i brnął przez śnieg w ciemnościach z powrotem do domu.

        Wiadomości o historii szkoły w Kotomierzu zbieram od lat. Korzystam z opowieści ustnych absolwentów i emerytowanych nauczycieli - jak ta powyżej, z niemieckiego lokalnego źródła, jeszcze nie publikowanego, autorstwa przedwojennego proboszcza ewangelickiej parafii Sienno/Kotomierz Friedricha Justa oraz z kroniki szkolnej prowadzonej po wojnie przez p. Bolesława Grabowicza. Pisanej początkowo piórem maczanym w kałamarzu, co można rozpoznać po barwie pisma, przy lampie naftowej lub świeczce - bo elektryfikacja nastąpiła dopiero w 1950 r. Przygotowując to wystąpienie postanowiłam oddać głos temu ostatniemu - z kroniki wybrałam kilka najciekawszych fragmentów pokazujących trudności i radości pracy naszych poprzedników. Jeśli zainteresuje was ten tekst, zapraszam do zapoznania się z całością kroniki umieszczoną na stronie internetowej naszej szkoły.

         

         Dnia 24 sierpnia 1939 r. zostaję z kolegą Goralewskim powołany do wojska do oddziału Obrony Narodowej batalionu koronowskiego. Wkrótce, bo już 7 września jako chory i ranny dostaję się do szpitala w Chełmie nad Bugiem, a kolega Góralewski do niewoli niemieckiej. O mojej rodzinie nie miałem żadnej wiadomości.W Chełmie w szpitalu przebywałem do końca listopada 1939 r. Do Kotomierza wróciłem dopiero w styczniu 1940 r.Szkoła tut.nie słyszy niestety już mowy polskiej. Wszystkie księgi administracyjne, biblioteka pedagogiczna, uczniowska i w ogóle wszystko co polskie zostaje zniszczone. Nie zaoszczędzono nawet księgi głównej i kroniki szkolnej. Do szkoły uczęszczają początkowo tylko dzieci niemieckie, polską dziatwę używano do prac fizycznych. Po ukończeniu prac w polu w listopadzie 1939 r. wprowadzają hitlerowcy naukę szkolną i dla młodzieży (szkolnej) polskiej, którą jednak przeważnie używano jako siły robocze na pobliskich majątkach.

         

        Niestety działania wojenne poniszczyły wszystko. Prawie po sześciu latach wojny, rozpoczętej najazdem germańskich hord na Polskę, po strasznym okresie teroru hitlerowskiego, dążącego do duchowego i fizycznego zniszczenia Narodu Polskiego, w styczniu 1945 r. musi butny Niemiec po naporem walecznej armii polskiej i radzieckiej opuszczać nasze ziemie. Dwukrotnie zostaje nasza miejscowość odbijana. Wreszcie 2 stycznia 1945 r. Niemcy muszą w popłochu uciekać, pozostawiając 42 (ołówkiem!) zabitych, których pochowano z drugiej stronie (sic!) szosy, na przeciwko szkoły.

        W walkach o Kotomierz zniszczony został gmach ekspedycji towarowej i uszkodzono kilka budynków kolejarskich. Budynek szkolny ocalał, uszkodzono tylko częściowo dachy wszystkich szyby powybijano i jedno okno zewnętrzne z ramą zostało przez granat wyrwane.

         

        Gdy 2 marca [1945 r.] przybyłem po raz trzeci do Kotomierza, mogłem już rozpocząć pracę nad uruchomieniem szkoły. Jak wielkie było moje rozczarowanie, gdy na miejscu pozostawionej 1939 r. ślicznie urządzonej szkoły, zastałem cały gmach doszczętnie zdemolowany. Nie było ani jednej ławki całej, szyby potłuczone, a w innym sprzęcie nawet i wspominać nie warto. Mieszkali tu jeszcze żołnierze sowieccy, ale wkrótce się wyprowadzili. Ludność tut.okazała mi dużo serca i dobrej woli. Chętnie spieszyli z pomocą, lecz sami biedni nic więcej prócz pracy dla szkoły ofiarować nie mogli. Z wielkim trudem zorganizowałem jedną izbę szkolną i dnia 23 marca rozpoczęliśmy uroczystym nabożeństwem i akademią naukę szkolną. Na drodze pracy stają przeokropne trudności: nie ma świsteczka papieru, kredy, oraz innych niezbędnych artykułów. Dzieci zapisało się 142. Trudno uczyć samemu, ale co robić.

          Poziom w klasie zastraszający, wprawdzie są cztery oddziały, ale czwarty oddział niedużo różni się w rozwoju umysłowym od III, a nawet i IIgo oddziału. Tak uczymy do 21 lipca. Dzieci otrzymują za przepracowany okres świadectwa i rozbiegają się na wakacje, które trwają do 3 września 1945 r.

         

        ROK SZKOLNY 1945/46

           Zima 1945/46 daje nam się bardzo we znaki. Opału przydzielono dla tut.czteroklasowej szkoły tylko 1000 kg koksu. Ilość ta potrzebna jest na przeciąg jednego miesiąca. Nie mogłem jednak dopuścić do zamknięcia z tak wielkim trudem odbudowanej szkoły, na którą dziatwa nasza prawie sześć lat czekała. Za zezwoleniem leśnictwa w Stronnie starsza młodzież szkolna nazbierała w lesie kilka fur gałęzi suchych. Koło Rodzicielskie postarało się o 1500 kg koksu i 3 m3 drzewa twardego. Przez pewien czas dzieci przynoszą same do szkoły po kawałku drzewa i węgla. I tak chociaż czasem trochę i chłodno, ale nauki nie przerywamy, by dzieci nasze, które sześć lat czekały na szkołę polską nie straciły jeszcze jednego roku nauki.

        Wakacje zimowe i obchód gwiazdkowy w roku szkolnym 1945/46.

           Ferie zimowe w roku szkolnym 1945/46 trwają od 22 grudnia 45 r. do dnia 7 stycznia 1946 r. Za staraniem tut.Koła Rodzicielskiego urządziliśmy dla dzieci szkolnych w czasie wakacji obchód gwiazdkowy. Starsza dziatwa odegrała sztuczkę teatralną pod tytułem „Jasełka”. Po przedstawieniu zjawił się po sześcioletniej przerwie znowu po raz pierwszy w wolnej Ojczyznie Gwiazdor i obdarzył wszystkie dzieci cukierkami, ciastkami i rozmaitymi materiałami piśmiennymi. Starsza młodzież z kursu wieczorowego odśpiewała kilka pieśni religijno - patriotycznych. Cała uroczystość wypadła imponująco. To też długo zostanie wszystkim w pamięci.

        Badania dzieci przeciwgruźlicze.

           Starostwo Powiatowe - Referat Zdrowia Publicznego w Bydgoszczy przeprowadził bezpłatne badanie wszystkich dzieci podejrzanych na gruźlicę w Powiatowym Ośrodku Zdrowia Publicznego w Bydgoszczy. Z naszej szkoły prześwietlono razem 57 dzieci z najstępującym wynikiem: 32 dzieci bez zmian chorobowych, 21 dzieci zagrożonych (małe zmiany w gruchołach wnętrz.) i 4 dzieci z większymi zmianami w gruczołach płuc. Dla dzieci zagrożonych zostanie zorganizowana opieka higieniczno- lekarska i kolonie letnie.

         

        Święto Pieśni.

           Kuratorium Okręgu Szkoln.Pomorskiego w Toruniu zarządziło, a w miesiącu czerwcu b.r. urządzone zostało „Święto Pieśni”. Na terenie naszej szkoł święto to połączono ze świętem Żołnierza i obchodzono takowe w czasie Zielonych Świątek. Impreza ta urządzona została w parku majętności Kotomierz, gdzie dziatwa szkolna wykonała kilka pieśni ogólno-polskich, związanych z ziemią, z jej regionalną kulturą i dziejami. Starsza młodzież wykonała dużo tańców regionalnych. Całość wypadła imponująco. Po części urzędowej odbyła się dla dorosłych zabawa taneczna w byłym pałacu poniemieckim w Kotomierzu.

         

        Choroby grona nauczycielskiego.

        Bieżący rok szkolny by dla nas nauczycieli tut.szkoły nie bardzo pomyślny. Wszyscy po kolei przez pewien okres czasu chorowaliśmy. Nauczycielka Wiśniewska Bożena zachorowała na dur brzuszny i przebywała w szpitalu w Bydgoszczy od 25/XI 1945 r. do 12/I.46 r. Grabowicz Bolesław chorował od 8-24 stycznia na grypę, nauczyciel Domagała Józef przebywał na oczy w szpitalu od 27/II do 9/III 46 r., a w końcu chorował naucz. Augustyński Czesław na szkorbut od 6/III do 31/III 46 r. Obecnie, początek kwietnia, urzędujemy w komplecie i mamy nadzieję, że do końca roku żadnych przerw więcej nie będzie.

         

        1946/47

        Dożywianie dziatwy szkolnej.

         

           Począwszy od grudnia 1946 r. do końca roku szkolnego odbywało się w tutejszej szkole po raz pierwszy dożywianie dziatwy szkolnej. Akcję dożywiania subsydiował Inspektorat szkolny. Ogółem otrzymano na ten cel 38,000,-zł. 500 lw. mleka pełnego, 13 kg masła i 193 kg konserw jarzynowych. Dziatwa otrzymywała mleko ciepłe i bułki z masłem, względnie zupę jarzynową. Dożywiano razem około 70 dzieci i wydano w ciągu całego okresu 6 040 porcji.

         

        1947/48

         

        Remonty.  W okresie wakacyjnym dokonano przy szkole tutejszej następujących remontów: założono nowe rynny przy budynku szkolnym, posmołowano dachy papowe na stodole i ustępach, naprawiono dachy dachówkowe i drzwi do ustępów i odmalowano jedną izbę lekcyjną, oraz kancelarię. Przy pastorówce pobudowano nowe ustępy i odmalowano jedną izbę lekcyjną.

        Opał na okres zimowy 1947/48.

           Na bież.okres zimowy szkoła otrzymała 60 m3 drzewa zgniłego, wartości opałowej około 35% i pięć ton koksu. Mam jednak nadzieję, że ten skromny zapas opału wystarczy na ogrzewanie klas, gdyż zima zapowiada się dość łagodna. Są tylko trudności z rąbaniem tak wielkiej ilości drzewa. Zarząd Gminny w Dobrczu nie zawsze dostarcza na czas drwali, także często starsza młodzież na lekcjach zajęć praktycznych rąbie drzewo, by na następny dzień opalić klasy.

         

        Związek małżeński.

           W okresie ferii zimowych zawarł związek małżeński kol.Augustyński Czesław z kol.Wiśniewską Bożeną.

        Dzień Lasu 24 kwietnia 1948 r.

           W Święto Lasu młodzież bierze udział we mszy św; a po powrocie z Kościoła [z Dobrcza] słucha z zainteresowaniem śpiewu i deklamacji starszych dzieci, oraz pogadanki wygłoszonej przez kierownika szkoły. Dzień lasu poprzedza dwudniowa praca w lesie młodzieży kl. VI i VII. Dziatwa pracuje tam z zapałem, sadząc młode roślinki sosny. Najlepiej ze wszystkiej młodzieży pracującej przy zalesieniu lasu, wywiązała się dziatwa naszej szkoły.

         

        1948/49

         

        Nowy rok szkolny rozpoczynamy 1 września. Pierwszy dzień rozpoczęcia roku szkolnego po nabożeństwie kościelnym i poza częścią uroczystą w szkole poświęcony był pracy nauczycielstwa i młodzieży nad przygotowaniem izb lekcyjnych, uporządkowaniem boiska szkolnego i uporządkowaniem biblioteki szkolnej do bezpośredniego korzystania z niej.

         

        [239 dzieci, w każdej klasie po kilka roczników (od trzech do pięciu) z powodu zaległości wojennych.]

         

        Ubezpieczenie młodzieży od następstw nieszczęśliwych wypadków.

        Młodzież szkolna narażona jest na nieszczęśliwe wypadki w znacznie większym stopniu niż starsi, a to z powdu temperamentu właściwego młodzemu wiekowi, oraz z braku ostrożności, a często skutkiem lekomyślności. Ponieważ zajęcia szkolne, droga do szkoł i droga powrotna do domu, oraz życie prywatne ucznia kryją w sobie duże niebezpieczeństwo powstania wypadku, ubezpieczono w bieżącym roku szkolnym wszystkie dzieci szkolne od następstw nieeszczęśliwych wypadków w Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń Wzajemnych w Bydgoszczy. Ubezpieczenie obejmuje:

        177 uczniów wg.listy imiennej załączonej do wniosku od wypadków w szkole, w drodze do szkoły i z powrotem, oraz w życiu prywatnym z opłatą roczną 70 zł od ucznia. 63 pozostałych uczniów ubezpieczono tylko od wypadków w szkole, oraz w drodze do szkoły i z powrotem opł. 20 zł. Ubezpieczono również 6 osób z grona nauczycielskiego.

         

        Wizytacja szkoły:

        W dniach 3 i 4 marca 1949 r. odbyła sie wizytacja szkoły przez inspektora szkolnego ob.Lizewskiego Pawła z Bydgoszczy. Insptektor Szkolny badał wyniki nauczania i wychowania w poszczególnych klasach, stwierdzając należyty poziom tak pod względem naukowych jak i wychowawczym oraz administracyjnym całej szkoły.

         

        Wycieczka do Poznania.

           W dniach 8 i 9 maja rb.wszystkie dzieci kl.VII pod opieką wychowawczyni ob. Augustyńskiej zwiedziły Międzynarodowe Targi Poznańskie oraz zabytki Poznania.

         

        1949/50

        Kurs nauki początkowej dla analfabetów i półanalf.

           W dniu 7 kwietnia 1949 r. Sejm ustawodawczy Rzeczypospolitej Polskiej uchwalił jednogłośnie ustawą o likwidacji analfabetyzmu, która zapoczątkowała pełną i szybką realizację hasła: „Ani jednego analfabety w Polsce”.

        W celu likwidacji analfabetyzmu, będącego spuścizną rządów burżuazji i obszarnictwa oraz zaporą na drodze Polski Ludowej do pełnego rozwoju gospodarczego i kulturalnego Narodu wprowadza się społeczny obowiązek bezpłatnej nauki dla analfabetów i półanalfabetów.

        Kurs powyższy w tutejszej szkole rozpoczęto pod koniec listopada 1949 r. Na kursie zapisanych analfabetów było 26, uczęszczało jednak tylko 20.

        Uczestnicy kursu otrzymali potrzebne im podręczniki i pomoce szkolne. Dnia 3 kwietnia 1950 r. odbył się egzamin przed Gm.Komisją Społeczną do Walki z Analfabetyzmem. Świadectwo ukończenia z wynikiem dobrym i bardzo dobrym otrzymało 17 uczestników. Pięciu absolwentów nauki początkowej otrzymało nagrody pieniężne (po 1000,- zł) za pilną naukę.

         

        Kronika, którą pozwoliłam sobie tak obszernie zacytować, jest bardzo ciekawym i cennym źródłem historycznym. Była prowadzona przez kolejnych dyrektorów szkoły: Bolesława Grabowicza (1945-53), Jana Latosa (1953-1959) i Cyryla Grabowicza (1959-1970). Dzięki niej wiemy, że na przykład biblioteka szkolna działała już w 1948 roku, sekretariat rozpoczął swoją działalność 1 lutego 1963 r., prąd elektryczny założono na początku 1950 roku,  a telewizor dla szkoły zakupiono w 1962 r., zaś stołówka szkolna rozpoczęła pracę 1 lutego 1967 r., świetlica - 1 lutego 1968 r. 17 stycznia 1955 roku przeszła wielka wichura, a zima 1946 roku była bardzo surowa. Odnotowane zostały też kolejne wizytacje, z reguły wskazujące na dobry poziom nauczania i wychowania, choć mnie osobiście najbardziej zafrapowało podsumowanie wizytacji z 1956 r.: „Szkoła ma swój poziom”.

         

        Na początku lat 60-tych szkoła się rozwijała, liczba nauczycieli wzrosła od początkowych pięciu do kilkunastu (13-14), zaś liczba dzieci oscylowała około 300. Zbliżał się wielki wyż demograficzny, bo do wieku rozrodczego zbliżały się osoby z poprzedniego wyżu powojennego (przełomu lat 40-50tych). W całej Polsce było za mało szkół, na jedną salę lekcyjną przypadało ok. 70 uczniów. Szkoła w Kotomierzu działała w trzech budynkach: szkoła główna, plebanka i filia w Trzebieniu - w dodatku położonych po dwóch stronach torów kolejowych, co powodowało problemy znane nam także dzisiaj. Utrzymanie tych trzech starych obiektów, wymagających ciągłych remontów typu: przebudowa pieców, smołowanie dachów, w dodatku z toaletami na podwórzu było coraz bardziej kłopotliwe. Budowa nowej szkoły stała się palącą koniecznością, a chciałam nadmienić, że uczniowie zbierali składki na budowę od kilku lat. I pod kierownictwem pana dyrektora Cyryla Grabowicza szkoła została zbudowana, oddana  (3 czy 5?)  marca 1966 roku. Ze wspomnień nauczycieli wiem, że pierwszego dnia nie było mowy o prowadzeniu normalnych lekcji, bo po części oficjalnej dzieci po prostu biegały jak szalone po korytarzach, zaglądały do wszystkich pomieszczeń (a zwłaszcza toalet), były oszołomione tą przestrzenią korytarzy. To była naprawdę wielka radość.

         

        Od tego czasu wiele się w tym budynku zmieniło. Uczę tu od 1997 roku i widziałam wymianę okien, drzwi, kaloryferów, podłóg - ale nie zmieniło się to, co najbardziej mnie zawsze bawi, to że pracownia historyczna jest numerem jeden. Zawdzięczam to oczywiście panu Grabowiczowi, który też jest historykiem, ale uczniom tłumaczę, że to po prostu najważniejszy przedmiot w szkole, a matematyka jest dopiero na drugim miejscu. No i drzwi między salą historyczną a logopedyczną, pozostawione mimo kolejnych remontów - są oryginalne, od 1966 roku, bardzo proszę ich nie usuwać, wymieniać ani zamurowywać, to już prawdziwy zabytek.

         

        Szkoła została obliczona na około 300 dzieci i rzeczywiście ta liczba z reguły nie jest przekraczana - za wyjątkiem kilku lat przeniesienia gimnazjum z Wudzyna do nas, gdy mieliśmy klasę „c” i w sumie ponad 400 uczniów. To ciekawe, że przez ostatnie dziesięciolecia, licząc od końca II wojny światowej, miejscowości bardzo się rozbudowały, powstało wiele nowych domów i osiedli - a liczba dzieci w szkole nie wzrosła. No cóż, kiedyś w jednym domu było 4-8-11 dzieci w wieku szkolnym, dziś domów jest dużo, a w każdym jedynak. Mam nadzieję, że jednak wróci moda na rodziny wielodzietne, a dla nas - nauczycieli - nigdy nie zabraknie pracy.

        Dziękuję za uwagę.
        Agnieszka Drożyńska